środa, 21 września 2016

Ty Gamoniu!


-Byliśmy umówieni na 9.00.
-Przepraszam, zaspałem...
-Kacper żartujesz? 2 godziny?!

Zdenerwowana odłożyłam słuchawkę, a dwadzieścia minut później On czekał pod klatką do mieszkania mojej przyjaciółki u której przenocowałam. Oczywiście nie potrafię się na niego długo gniewać, a w chwili obecnej, gdy to wspominam pojawia mi się na ustach uśmiech. Co to za gamoń! Największy gamoń świata, ale mój, najkochańszy gamoń na całej kuli ziemskiej. Mieliśmy pójść do parku linowego, lecz napiety tego dnia grafik już na to nie pozwolił i przeszliśmy do punktu nr 2.
O 14.00 spotkałam się z moją przyjaciółką na kawę i zdjęcia (jak się okazało).
Miałam na sobie białą bluzeczkę, brązową spódniczkę z zamszu, granatowy płaszczyk i bordo kapelusz. Kawę zastąpił sok z buraka, jabłka i banana, gdyż oczekując mojego chlopaka z rana, wypiłam dwie kawy. Zdjęcia wyszły przepięknie a ich nasycone kolory są zbiżone charakterem do barw nadchodzącej już jesieni. Te barwy pozostały w moim sercu już do końca dnia, ale o tym innym razem...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz